piątek, 31 maja 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 3

  Z punktu widzenia Damage:
   - Hej! Wstawaj!
Poczułem, że ktoś mną potrząsa. Niechętnie uchyliłem powieki. Byłem w taksówce z tym blondynem.  Wygramoliłem się z samochodu, a kierowca podał mi moje bagaże ( dużo tego, a nawet nie zabrałem z Korei połowy swoich ubrań).  Zaspanym wzrokiem patrzyłem na duży dom z ogrodem.

 - Chodź – Erik lekko pchnął mnie do przodu.
W salonie siedziała piękna kobieta ubrana w czarną sukienkę przed kolano. Długie blond włosy zaczesane miała  w elegancki kok.
   - Dzień dobry – powiedziałem cicho.
   - Witaj Damage. Nazywam się Narcyza, mojego syna Erika już poznałeś – kiwnąłem głową. – Erin! Chodź tutaj!  
Po schodach zeszła młoda blondynka z niebieskimi oczami. Wyglądała na lekko znudzoną. Jej oczy rozświetliły się kiedy nas zobaczyła.
   - Siemka.
   - Hej.
   - Napijesz się czegoś Damage?
   - Poproszę sok - Erin skierowała się do kuchni po napój.
Usiedliśmy wszyscy w salonie. Patrzyłem na nich sącząc sok pomarańczowy. Narcyza zaczęła rozmowę.
   - Załatwiliśmy już sprawę dokumentów. Będziesz chodził do klasy z Erikiem. Szkoła nazywa się „ Tong High School” i obowiązują w niej mundurki, odbierzecie je jutro. Pokój będziesz miał z Erikiem, lepiej się poznacie. Chciałbyś o coś zapytać?
   - Tak. Czy w domu obowiązują jakieś szczególne zasady.
   - Chętnie bym je wprowadziła, – jej dzieci przewróciły oczami – ale Erin i Erik  nie są za tym.
    - Ja uważam, że dyscyplina jest potrzebna.
    - W końcu będę miała normalne dziecko w domu – uśmiechnęła się do mnie.
    - Proszę pani? Mam prośbę. Moja siostra mieszka tutaj i chciałaby mnie odwiedzić, nie widzieliśmy się 2 lata. Nie miałaby pani nic przeciwko?
    - Oczywiście, że nie. Może zaprosisz ją dziś na obiad?
    - Zapytam się jej czy nie pracuje po południu.
    - Ile ona ma lat?
    - 16, ale nie jesteśmy bliźniakami. Soonkyu jest moją  przyrodnią siostrą.
- Z kim mieszka?
Zaczęło mnie denerwować to jej przesłuchanie, nie lubię kiedy ktoś się mnir wypytuje. 
   - Z naszym wujkiem. – A co miałem powiedzieć, że Soonkyu mieszka u swojego szefa?!

Wysłałem siostrze wiadomość z adresem i zaproszeniem na obiad.
Rozpakowywałem się kiedy zadzwoniła, że dzisiaj ma wolne.
Nie było tak źle w „moim nowym domu”. Erin była jakby cały czas nieobecna, Erik traktował mnie jak powietrze, ale panią Narcyzę polubiłem. 
Po rozpakowaniu większości rzeczy zrobiłem sobie przerwę. Trochę obawiałem się spotkania z Soonkyu. Niby pisaliśmy i dzwoniliśmy do siebie, ale to jednak 2 lata bez spotkania, wyjechała do Stanów nie znając języka. Podziwiam ją jest odważna. Ja niby znam angielski, ale kiedy mówię często przekręcam słowa :).
Pomagałem pani domu przy obiedzie ( zdziwiło mnie, że gotuje sama). To naprawdę świetna kobieta, zna się chyba na wszystkim. Kiedy dowiedziała się, że jestem wegetarianinem oznajmiła, że to nie problem. Dużo rozmawialiśmy podczas przyrządzania posiłku. Nakrywałem do stołu kiedy ktoś zapukał do drzwi. 
Erik z ociąganiem wstał z fotela i otworzył. Miał dziwną minę widząc Soo. Wyglądała inaczej( chyba zrobiła operacje podbródka). Swoje dłubie brązowe włosy miała idealnie wyprostowane, a ubrana nie była za bardzo jak na obiad z opiekunami brata. Cała Soonkyu...

   - Hej! Nazywam się Soo, jestem siostrą Damage.
   - Miło mi. Wejdź - zachciało mi się śmiać na widok Erika pożerającego brunetkę wzrokiem. 
Pisnęła na mój widok i nie zważając na swoje drogie buty na obcasie podbiegła do mnie. Myślałem, że mnie udusi.
   - Damage jak ja za tobą tęskniłam!
   - Ślicznie wyglądasz, ale chyba coś cobie poprawiłaś??
   - Cśśśś - demonstracyjnie przyłożyła palec do ust i teatralnym szeptem odezwała się do mnie. - Nikt nie musi o tym wiedzieć.

Soonkyu była duszą towarzystwa. Rozmawiała z panią Narcyzą, nawijała o modzie z Erin i co dziwne, znalazła wspólny język z Erikiem.
Wiedziałem, że kiedy Narcyza ją zobaczyła, była nastawiona bardzo sceptycznie.
Nie zdążyłem nacieszyć się siostrą, a już musiała iść. Powiedziała, że mam pozdrowienia od jej współpracowników, ( znam ich jeszcze z Korei :D )  i że zapraszają mnie. 
O 16 wyciągnąłem z torby laptopa i po włączeniu zacząłem się śmiać. Erik siedzący na drugim łóżku spojrzał na mnie jak na psychopatę. Junsu, nawet nie wiem kiedy zmienił mi tapetę i teraz na pulpicie miałem stado wściekłych pokemonów. Włączyłem gg i napisałem do Toshiro. Wiem, że jest w pracy, ale się za nim stęskniłem. Poprosiłem, aby odezwał się do mnie jeśli nie będzie zmęczony. Zabawne, ale nigdy go nie spotkałem. Ma 27 lat, pracuje i mieszka w Japonii. 
Och! Co ja mam robić? Umrę z nudów.
   - Erik?
   - Hmm?
   - Nie już nic.
Raczej nie będzie chciał zostać moim przewodnikiem i nie pokaże mi miasta...
   - Damage? A może chciałbyś wyjść gdzieś ze mną i moim kumplem??
   - Co? - myślałem, że się przesłyszałem.
   - Chcesz z nami wyjść. Idziemy na miasto, a potem do jakiegoś klubu. co ty na to?

Zdziwiłem się i to bardzo.

   - Jasne, ale muszę się przebrać i w ogóle.
   - Starczy ci godzina?
   - No postaram się wyrobić.
   - Dobra to ja piszę do Paula.

Szybki prysznic, makijaż, obcisłe ubranie i jestem  gotowy. Ach! Zapomniałem o kolczykach. Skoro wychodzimy później na imprezę to mogę je założyć. Czarne błyskotki w wardze, brwi i języku. Poprawiłem jeszcze włosy i wyszedłem z łazienki. chyba zrobiłem wrażenie na blondynie :).
Jego znajomy był miły i cały czas ze mną żartował. Zjedliśmy pizze i pokazali mi trochę miasta, a o 19 ruszyliśmy do dzielnicy w której podobno były najlepsze kluby.
Z ciekawością się rozglądałem. Było kilka koreańskich szyldów. 
   - Idziemy tutaj - Paul wskazał klub o nazwie THE DARK WORLD. 
Staliśmy w kolejce do wejścia. Poczułem jak czyjeś ramiona oplatają mnie od tyłu w pasie. Zaskoczony pisnąłem. Moi towarzysze spojrzeli się na chłopaka przytulającego się do moich pleców.
   - Czego ty chcesz zboczeńcu?! - warknął Paul.
Odwróciłem się.
   - Damage poznam cię wszędzie.
   - Tao? - spytałem niepewnie.
   - Tak skarbie. Ze 3 lata się nie widzieliśmy. Co tu robisz?
   - Mieszkam od dzisiaj. Przyleciałem rano. 
   - Wyrosłeś mój piękny. Gdy cię widzę, podniecam się jak dostawa nowych mang do empika, a to już poważna sprawa... - zaczął się śmiać, a ja walnąłem go lekko w ramie. 
   - Nadal jesteś tak samo głupi...
   - Obowiązki wzywają, ale musimy się jeszcze kiedyś spotkać. Wezmę twój numer od Soonkyu, czekaj na SMS'a  - przytulił mnie, a odchodząc puścił oczko.

   - Kto to jest? Jakiś dziwny.
   - Powiedzmy, że dawny znajomy. Jak miałem 12 lat to mieszkałem z nim przez miesiąc. Mam nadzieję, że nie spotkam już nikogo znajomego...
   - Wchodzimy już. Damage, a gdzie byli twoi rodzice, że mieszkałeś z tym facetem?
   - Oj Erik to nie rozmowa na dziś. Idziemy się pobawić - uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę baru.

wtorek, 28 maja 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 2

Rozdział nie najlepszy, ale dedykuję go mojej najlepszej przyjaciółce. Dla Sunny. 



Noc spędziłem u Paula. Czasami zastanawiam się jak wytrzymuję z takim Dzieckiem Słońca. Jestem pewien, że ma nierówno pod sufitem, ale kto normalny przyjaźnił by się ze mną. Kiedy powiedziałem mu, że rodzice postawili mnie przed faktem dokonanym i że wprowadzi się do mnie jakiś obcokrajowiec miał niezły ubaw.

   - Mówię ci, to na pewno będzie pryszczaty okularnik. 

   - Nie obchodzi mnie jego wygląd...
   - Chociaż mogłaby być to jakaś fajna laska. Pomarzyć można. Zbieraj się już 14 idziemy do ciebie.

Niechętnie zebrałem swoje cztery litery z podłogi i zacząłem się ubierać. Nie chciało mi się wracać do domu. Mieszkanie Paula jest malutkie, ( tylko 2 pokoje) ale to właśnie tu czuję się najlepiej. Kiedy pokłócę się ze starymi, albo mi się nudzi przychodzę do niego. I wychodzi na to, że jestem częstym gościem. 

W domu była Erin odsypiająca zapewne wczorajszą imprezę. Dziecko Słońca bezceremonialnie grzebało mi w lodówce gadając coś o najnowszym filmie puszczanym w kinach.
    - Zrób mi kanapkę - poprosiłem siadając przy stole na którym znalazłem kartkę pisaną zgrabnym pismem.
   - Z czym chcesz?
   - Obojętnie. 

Z informacji zostawionej przez matkę wynikało, że ojciec już wyjechał, a ona jest w pracy. Chłopak, który ma przyjechać nazywa się Damage i przyleci o 10:00. Zostawiła mi też do niego numer. Bla, bla, bla...

Po zjedzeniu kanapek, zrobiłem popcorn i poszliśmy obejrzeć jakiś film. Chciałem miło spędzić czas z kumplem, ale oczywiście Erin jest ważniejsza. Rozumiem są parą, ale istnieją pewne granice.  Zaczęli wymieniać ślinę więc ja cichaczem udałem się do swojego pokoju. Obejrzałem kilka filmów i trochę się zdrzemnąłem. O dziewiętnastej wróciła matka. Oczywiście obowiązkowo musieliśmy porozmawiać przy wspólnej kolacji. Bo przecież jesteśmy cholernie szczęśliwą rodzinką. 


***następny dzień***

Ze snu wyrwał mnie drażniący dźwięk budzika. Zaspany ruszyłem do szafy,( Na Boga jest 8 rano w wakacje, a ja na nogach!). Wyjąłem z niej  jasne jeansy i szarą koszulkę z jakimiś durnymi napisami. Po półgodzinnym prysznicu, 2 fajkach i mojej ulubionej piosence było ze mną lepiej, ale nadal czuję się jak żywy trup. Rozdrażniony zszedłem do kuchni po jakie takiej śniadanie. Miałem się już zbierać po Damege, zadzwoniła matka. 
   - Halo?
   ~Jesteś już na lotnisku?
   - Nie jeszcze nie. Mam pół godziny.
   ~Znajdziesz go?
   - Tak, po przylocie samolotu zadzwonię do niego. 
   ~Muszę kończyć. Pa synku.

O tego chłopaka matka martwiła się bardziej niż o mnie... Zadzwoniłem po taksówkę i pojechałem na lotnisko.


*** w samolocie***

   - Damage? Boisz się? - zagadnął cichutko niski blondyn.
   - Czego mam się bać Junsu? -  zapytał chłopak z czarnymi włosami do ramion.
   - No wiesz. Nowe miejsce, obcy ludzie, inny kraj...
   - Nie, będzie co ma być. Przynajmniej się znamy i zamieszkamy niedaleko siebie no i będziemy w jednej klasie. Za tydzień już szkoła -  westchnął.
 Usłyszeli głos stewardessy. Lądowali. Damage i Junsu byli wykończeni.
    - Kto cię odbiera? 
    - Niby cała rodzinka...a ciebie?
    - Pani Narcyza dzwoniła do mnie, że będzie w pracy i po mnie przyjedzie jej syn. Chyba nazywa się Erik. 
 Po wylądowaniu chłopcy wyszli z samolotu razem z innymi pasażerami. Odebrali bagaże i ruszyli w poszukiwaniu swoich nowych "rodzin". Po przylocie musieli założyć identyfikatory z imieniem.  Junsu już po kilku minutach został zauważony przez swoich nowych znajomych. 
Damage rozglądał się za owym Erikiem. Narcyza opisała mu mnie więcej jego wygląd. Zrezygnowany Koreańczyk ruszył w kierunku kawiarni. Zamówił cappuccino i czekał.

Z perspektywy Erika:

   - Kurwa! Spóźniłem się! 
Jak najszybciej wybrałem numer do chłopaka. Po długiej chwili usłyszałem zmęczony głos.
   - Słucham??
   - Damage? Nazywam się Erik i ...
   - Wiem kim jesteś - przerwał mi. Ma zabawny akcent i trochę przekręca słowa.
    - Przyleciałeś już? Gdzie jesteś?
    - W kawiarni Touched by an Angel - rozłączył się.
Matka mnie zabije, że musiał czekać. Znalazłem kawiarnię i wchodząc rozglądałem się za Damage. Było kilku Azjatów, przecież nie będę podchodził do wszystkich.  Zadzwoniłem jeszcze raz. Przy jednym ze stolików rozbrzmiał telefon. Jego właściciel nawet nie raczył odebrać. Wiedziałem, że to on. Po przywitaniu się z nim, wsiedliśmy do taksówki. Zanim dojechali do domu Damage zasnął ze zmęczenia. Był inny niż go sobie wyobrażałem, ale wydawał się tak cholernie obojętny na wszystko... 
   - Hej, wstawaj! - potrząsnąłem jego ramieniem.



poniedziałek, 27 maja 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 1

    



   - Synku! Zejdź na dół!
Słysząc głos matki w pośpiechu zgasiłem fajkę. Spojrzałem w lustro wiszące nad umywalką. Co za szopa! Palcami starałem się doprowadzić moje przydługie blond włosy do porządku. Włosy to jedyna rzecz jaką odziedziczyłem po matce, tylko, że jest jedna różnica. Jej są prost i zawsze elegancko spięte, a moje, no cóż to porażka.
Złapałem pierwsze lepsze perfumy ( starzy są wyczuleni na dym...) i zostawiając otwarte okno zszedłem do salonu.
Na kanapie siedział ojciec z laptopem na kolanach. Nie mógł żyć bez laptopa i telefonu. Pasowali z matką do siebie. Pracoholik i typowa bizneswoman. 
   - Co?! - niemal warknąłem.
   - Usiądź - odezwała się matka głosem wypranym z emocji. Chłodna profesjonalistka. - Mieliśmy powiedzieć ci o tym już miesiąc temu, ale wyleciało nam z głowy.
   - Będę miał braciszka??
   - Nie żartuj. Za 2 dni przyjedzie do nas chłopiec z wymiany i zostanie na rok, żeby podszkolić angielski. To będzie jego pierwszy raz w Stanach i prosiłabym cię żebyś się nim zaopiekował. Prawda, Robercie?
   - Tak, tak Narcyzo - ojciec nawet nie oderwał wzroku od urządzenia.
    - Fajnie, że w ogóle raczyliście mnie o tym poinformować! Zamieszkam z jakimś obcym bachorem i to przez rok! Mogliście się chociaż zapytać! Skąd on jest?!
   - Z Busan w Korei Południowej. Eriku, odbierzesz go z lotniska? Ojciec wyjeżdża w delegację, a ja mam służbowe spotkanie. 
Taaa, bo uwierzę, że służbowe. Matka nadal jest atrakcyjną 35 letnią kobietą.
   - Mam się zabawić w niańkę? No ok. Jutro powiesz mi o której on przylatuje i tak dalej. Wychodzę do Paula.
   - Kiedy wrócisz? - zainteresowała się matka.
   - Nie udawaj, że cię to obchodzi!
   - Eriku jak ty się do mnie odzywasz?!
   - Wrzuć na luz! Wkurzasz mnie. Wrócę rano.

W holu na nogi wciągnąłem ulubione trampki, a z kieszeni kurtki wyciągnąłem fajki. Cholernie mnie wkurzyli. Mam mieszkać z kimś obcym pod jednym dachem! Z kieszenie wyjąłem telefon i napisałem wiadomość do siostry:

Erin ja idę przekimać się u Paula. Starzy w domu. Wiedziałaś, że ma u nas mieszkać jakiś chiniec?! 

Już po chwili dostałem odpowiedź:

Ja też nie wracam na noc do domu. O co chodzi z tym chińczykiem??? Ale dobra pogadamy jutro to wszystko mi opowiesz. Nara ;*

Z powrotem schowałem komórkę i ruszyłem w stronę kamienicy najlepszego przyjaciela.