sobota, 13 lipca 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 8

Oczami Erika:
Przebudziłem się i niemrawo wyciągnąłem telefon spod poduszki. Wyświetlacz pokazywał godzinę 4:13. Z powrotem ułożyłem się do snu, ale nic z tego. Jak na złość nie mogę zasnąć, więc znowu sięgnąłem po mojego przyjaciela, a mianowicie laptopa. Wpadł mi do głowy pomysł znalezienie czegoś o Damage. Oprócz portali społecznościowych chciałem znaleźć coś więcej. Grzebałem i grzebałem, aż znalazłem bloga, którego prowadził Damage. Tylko jeden problem nie znam Koreańskiego... Po kilku minutach miałem wszystko przetłumaczone. Oczywiście wszystkie wpisy po Koreańsku. Dla mnie to były jakieś tam sobie niezrozumiałe znaczki, ale po przetłumaczeniu zacząłem przeglądać archiwum. Było dużo zdjęć z Soonkyu i Junsu, opisywał zabawne sytuacje ze swojego życia i doradzał czytelnikom bloga. Dla równowagi było wiele smutnych i dołujących postów np jeden z ostatnich:
" Nikt nie rozumie jak ciężkie jest moje życie... Myślicie, że jeśli mogę mieć wszystko ( teoretycznie) to jestem szczęśliwy? Pieniądze są niczym, naprawdę one nic nie dają...
Wszyscy uważają, że jestem głupi, rozwydrzony i zepsuty. Nie traktują mnie poważnie, a ja czuję się coraz gorzej. Jest mi ciężko... Każdego dnia muszę wyjść z domu, nienawidzę tego. Codziennie z niechęcią przekraczam próg szkoły. Nie cierpię jej. Tam jestem poniżany, ignorowany lub wyśmiewany. Nikt nie wyciągnie do mnie pomocnej dłoni, ale wybaczam tym wszystkim którzy z obojętnością patrzą na moje męki. Nie potrafię podnieść głowy i spojrzeć moim prześladowcą w oczy. Słabość i lęk zabijają mnie od środka... Mam depresję i stany lękowe, ale nikt nie słyszy mojego wołania o pomoc... 
Każdego dnia żyję z bólem. Raz jest on mniejszy, a raz większy , ale ból jest zawsze.  On minie już niedługo^^ 
Jak myślicie samobójca jest odważny czy tchórzliwy?? Wykazuje siłę i odwagę odbierając sobie życie, czy słabość, uciekając od problemów?"

Poczułem się dziwnie, ale zacząłem czytać kolejną notkę. Jest bardzo krótka:
   „Chcę przestać cierpieć, chcę przestać płakać”
I ostatnia z takimi słowami:
"Nienawidzę życia za jego okrutność. Nienawidzę siebie za słabość...
Nienawidzę tych którzy mnie krzywdzą..

Nie martwcie się, już niedługo będzie dobrze... znajdę się w lepszym miejscu.

Kocham Was i dziękuję za wsparcie =^.^="

Muszę z nim porozmawiać. Pod powiekami czuję łzy. Łzy smutku i współczucia. Dlaczego nikt mu nie pomógł i o co tak właściwie chodziło?!
   - Czemu nie śpisz? - lekko zachrypnięty głos wyrwał mnie z zadumy.
   - Czytałem,  a czemu ty nie śpisz?
   - Już się wyspałem.
   - Aha. Przyjdziesz do mnie?
Skinął głową i wyplątał  się z kołdry. Usiadł obok mnie.
   - Możemy pogadać? - teraz mam szanse na szczerą rozmowę.
   - Jasne - uśmiechnął się do mnie i spojrzał pytającym, jeszcze zaspanym wzrokiem.
   - Opowiesz mi coś o swoim dzieciństwie i życiu w Korei?
Obserwowałem go uważnie, prawie niezauważalnie się spiął.
   - Ok. Jak już wiesz mam brata i 3 siostry. Tata jest szefem dużej korporacji, ale nigdy mnie to nie interesowało. 
   - A twoja mama?
   - Mama nie żyje.
   - Przykro mi... 
   - Niepotrzebnie. O ludziach nie wolno zapominać - zdziwił mnie bardzo tymi słowami. - Mama była bardzo piękną i wspaniałą aktorką, ale tata jej nie kochał. Kiedy się poznali ojciec był żonaty i miał już 2 córki. Mama była dla niego tylko przygodą, która skończyła się bliźniętami jednojajowymi - zaśmiał się cicho. - Prawie w tym samym czasie ojciec miał romans z prezenterką telewizyjną, która jest matką Soonkyu. Niedługo po urodzeniu ojciec wspaniałomyślnie odebrał nas od matek, to znaczy... Zamieszkaliśmy z nim i jego żoną, surowa dyscyplina i wychowanie mocną ręką - westchnął. - Mamę widywałem raz w miesiącu. Co chcesz jeszcze wiedzieć?
   - A jaka była twoja szkoła.
Spojrzałem w jego oczy, były przepełnione smutkiem i bólem, ale nie chciałem odpuszczać w takim  momencie.
   -  Droga - zażartował. - Najlepsza w Korei. Tam uczniowie mogli mieć co tylko chcieli. Byli bogaci i zapatrzeni w siebie. Liczyły się pieniądze, ubrania. telefony, imprezy i samochody od rodziców. Szkoła była okropna. Nie mam po cię okłamywać. Zapewne pogadałeś sobie z Junsu i znowu zrobił ze mnie ofiarę losu... W mojej szkole była elita, zresztą jak w każdej. Byli tak wstrętni i nieczuli, bawili się innymi. Chłopacy z elity jako zabawki znajdywali sobie inne uczennice, często w jakimś stopniu mniej zamożne. Jeden z nich był gejem i przez jakiś czas się spotykaliśmy, ale wkurzało go, że nie chcę z nim sypiać, a jego złość jest straszna. Każdego dnia przeżywałem piekło, wolałem te dni kiedy po prostu mnie bito...
   - Co? Bili cię?! A co z nauczycielami?!!!
   - Jesteśmy bogaci, a rodzice elity najbardziej wspierają szkołę finansowo i jeżeli poskarżyli by się to z konta szkoły wiele by ubyło. Naprawdę chciałem żeby przyszli, pobili mnie, porzucali sobie czymś we mnie i co tam tylko chcieli, ale oni lubili znęcać się nad ludźmi psychicznie... 

Płakał, a ja nie wytrzymałem i go przytuliłem. Nie sądziłem, że tak się przede mną otworzy, ale chyba potrzebował takiej rozmowy. 
   - Przepraszam Damage, nie powinienem pytać.
   - Nie, ok. Ja jestem głupi i się rozklejam..
   - Jak poszło przesłuchanie? - chciałem zmienić temat.
   - Dobrze, yyy to znaczy źle, bo pomyliłem kroki - zaśmiał się.  - Chciałbyś odwiedzić ze mną przyjaciół Soo?
   - Teraz? Jest  6 rano!
   - No właśnie. Ubieraj się, właśnie powinni kończyć pracę. 
Zeskoczył z łóżka i z uśmiechem wbiegł do łazienki. Ten chłopak jest taki zmienny... Raz płacze, a zaraz skacze z radości.
Wyszedł z łazienki po 30 minutach, ubrany normalnie.
   - Czemu na co dzień nie nosisz kolczyków? -zapytałem.
   - Te na twarzy noszę tylko do pracy - zaczął się śmiać. - W brwi zrobiłem sobie kolczyk, bo przegrałem zakład, a w języku i wardze zrobiłem do pracy, na co dzień nie pasują do mnie - stwierdził.
   - Wolę nie wiedzieć gdzie ty pracowałeś - zażartowałem - ale kolczyki do ciebie pasują. 

Cały dzień spędziliśmy u znajomych Damage. Przeraziło mnie to, że po nocnej pracy wszyscy byli radośni i pełni życia. Damage był wzrostu dziewczyn, a chłopacy, mimo wszystko byli wysocy, a zawsze się mówi, że Azjaci są malutcy :).
Dowiedziałem się, że większość z nich nadal się uczy, głównie studiuje, a wieczorami pracuje w klubach. Soonkyu i jeszcze jedna dziewczyna są modelkami sklepu internetowego.
Kiedy zapytałem czemu,  nie ma z nami Junsu wszyscy zgodnie odpowiedzieli, że blondyn nigdy się z nimi nie zaprzyjaźnił i nie lubi ich zabaw. Trochę zaciekawiły mnie te "zabawy" ale o nic się nie dopytywałem.  Do 14 byliśmy w mieszkaniu  Jaejoong'a i Sung'a, a później wróciliśmy do domu.
Około 19 do Damage zadzwonił telefon.
   - Halo?
   ~ Hej mały.
   - O Tao co się stało?
   ~ Robimy imprezę dzisiaj u Jaejoong'a i Sung'a i jesteście zaproszeni. Impreza w męskim gronie. Co ty na to?
   - Ja jak najbardziej za. Na którą mamy być?
   ~20 może być?
   - Ok będziemy, to idę się przygotować. Pa.

Rozłączył się i popatrzył na mnie z kurwikami w oczach. 
   - Ubieraj się.
   - A co ja nagi jestem?
   - Idziemy na imprezę po Koreańsku, a raczej po naszemu - nie wiem o co mu chodzi, ale skoro powiedział, że mam się przygotować nie będę z nim zadzierał. 

wtorek, 2 lipca 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 7

Ten rozdział to głównie przemyślenia Erika, ale w końcu 7 rozdział :D. Jestem z siebie dumna, bo siedzę od godziny i się męczę, ale już w końcu skończyłam.


Z punktu widzenia Damage:

To był błąd, rozumiesz? Nic dla mnie nie znaczysz.

To był błąd, rozumiesz? Nic dla mnie nie znaczysz.

To był błąd, rozumiesz? Nic dla mnie nie znaczysz.

Te okropne słowa Erika ciągle powracały. Może nie zdążyłem się w nim tak bardzo zakochać, ale po tym co zrobił poczułem się jak szmata. Niechciany, niekochany, samotny...
Masz przecież Soonkyu i Bom - próbowałem się pocieszać, ale nic z tego. 
Leżałem zakopany w kołdrę - mój kokon odcinający mnie od świata. Junsu siedział z Bom na kolanach i podśpiewywał pod nosem wesołą piosenkę dla dzieci. Zawsze dla mnie śpiewał. Może nie ma on super głosu, ale jego śpiew pomagał mi zawsze w trudnych chwilach. Kiedy byliśmy dziećmi i po ciężkiej lekcji gry na skrzypcach miałem wszystkiego dość, Junsu siadał na moim łóżku i śpiewał mi kołysanki aż zasnąłem. Jest moim najlepszym przyjacielem od zawsze.
   - Damage wstawaj! Zaraz przesłuchanie Gwiazdeczek! Zostało 2 godziny. Już 16!!
   - Junsu i tak wiesz, że nawet jeśli mnie przyjmą to tylko dlatego, że po 1 mam bogatych rodziców, po 2 moje rodzeństwo jest znane w Korei, po 3 nie nadaję się do Gwiazdeczek i na pewno się nie dostanę, a poza tym ja nie chcę robić kariery teraz.   
Blondyn nawet mnie nie słuchając wyciągnął z mojej szafy czarne  leginsy, krótkie spodenki tego samego koloru ozdabiane ćwiekami i  biały t-shirt z szarymi plamami. 
   - Marsz do łazienki! Prysznic i się ubrać! Ja zrobię ci makijaż. No już!
Zrobiłem co kazał. On za to wziął się za udoskonalanie mnie. Grzywkę idealnie wyprostował, a resztę włosów związał w luźniejszy kucyk. Podkreślił mi lekko oczy i zatuszował cienie pod oczami.
   - Gotowe. Jesteś piękny. Idź i zostań Gwiazdeczką. 
   - No bardzo śmieszne. 
   - Czekaj wybiorę jeszcze resztę stroju.
Po kilku minutach miałem na sobie różowe adidasy za kostkę i pasującą do nich czarno- różową kurteczkę.
Co miałem zrobić? Pojechałem na te durne przesłuchanie. Wszędzie można natknąć się na reklamy tego przesłuchania IDŹ I ZOSTAŃ GWIAZDECZKĄ. Przyjmują tylko Koreańczyków, jeżeli przejdzie się wszystkie etapy przesłuchania  po jakimś czasie treningu jeste szansa na debiut jako piosenkarz, tancerz lub rzadziej jako aktor. 
Pożegnałem się z nimi i wyszedłem na przystanek autobusowy. Szedłem ze spuszczoną głową. Cały czas myślałem o pocałunku Erika. Moja dłoń mimowolnie powędrowała do ust.
   - Aiszsz! Głupi jesteś! Przestań o tym myśleć! - nie ma to jak gadanie do siebie.
Po 15 minutach podróży komunikacją miejską dojechałem na miejsce. Godzinę jak głupi męczyłem się tańcząc różne choreografie.
Trzasnąłem drzwiami wychodząc zły z przesłuchania. Nie poszło mi. Pomyliłem kroki w podstawowym układzie tanecznym. Na pewno się nie dostanę, ale może to i dobrze. Nie chcę zaczynać "kariery" teraz. 

Z punktu widzenia Erika:

Damage wyszedł na te swoje przesłuchanie, a Junsu dalej siedział na jego łóżku z Bom.
   - Erik? - zapytał cicho blondyn.
   - Słucham?
   - Pokłóciłeś się z Damage, prawda? Wiem, że to nie moja sprawa, ale martwię się o niego. On niedawno miał depresję. Ostatnio kiedy do mnie dzwonił był radosny, a teraz leży jak naleśnik i prawie się się odzywa...
   - Nie pokłóciliśmy się, to była tylko mała sprzeczka - tłumacz sobie idioto. Zachowałeś się jak ostatni kretyn.
   - No ok, skoro tak mówisz. Mam nadzieję, że się pogodzicie, bo Damage cię lubi.
   - Skąd wiesz?
   - Nie znasz go, więc może ci się wydawać, że on jest inny. Tak naprawdę nawet ja nie poznałem jego  prawdziwej twarzy, chociaż znamy się wiele lat. Jest zamknięty w sobie.  Damage prawie nigdy nie mówi i nie robi tego na co mam ochotę. Nie lubi ludzi, ale zawsze otaczał go spory wianuszek " fanów" i znajomych. Nigdy nie odmówi nikomu pomocy. Na przykład w Korei chodziliśmy do klasy z Wakako i strasznie jej nie lubiliśmy, była dwulicowa, ale kiedy przychodziła prosząc o pomoc w lekcjach Damage jej pomagał, kiedy rzucił ją chłopak nie wypłakiwała się swoim  przyjaciółką tylko nam, Damage ją pocieszał. Ludzie często go wykorzystują, bo nie potrafi mówić nie. Nigdy, no może sporadycznie, powie komuś coś przykrego. Ma strasznie dobre serce i bardzo szybko przywiązuje się do ludzi, a co za tym idzie łatwo go zranić. Wszyscy myślą, ze wyglądam niewinnie, ale to ja jestem tym "złym". Mówię to co myślę i nie będę miły dla kogoś kogo nie lubię. Od dziecka kontroluje Damage, bo już w przedszkolu miał zbyt dobre serce... O Boże ale się rozgadałem. Ja już będę leciał - uśmiechnął się do mnie. - Pa.
   - Pa...
Nadal siedziałem z rozdziawionymi ze zdziwienia ustami. Junsu jest dziwny, a jeszcze dziwniejsze były jego słowa. Damage zamknięty w sobie? Cierpiący na depresję? To wszystko nie trzyma się kupy. Najbardziej w mojej głowie wyryły się słowa " Ma strasznie dobre serce i bardzo szybko przywiązuje się do ludzi, a co za tym idzie łatwo go zranić". Ja go przecież zraniłem, prawda? Na pewno. Widziałem jego zbolały wzrok kiedy powiedziałem, ze nasz pocałunek nic dla mnie nie znaczył. to nie tak, że nic nie znaczył, ale ja nie jestem gejem, do cholery!!
Moje rozmyślania przerwało lekkie skrzypienie drzwi. Mój współlokator nie ściągając butów rzucił się na łóżko.
   - Damage? - zagadnąłem cicho.
   - Hmm? 
   - Prze - przepraszam - zająknąłem się.
Podniósł głowę patrząc na mnie z niedowierzaniem.
   - Słucham?
   - No przepraszam za to wszystko...
   - Przeprosiny przyjęte, ale mam prośbę. Człowieku zrób mi kakao. umieram ze zmęczenia... - uśmiechnął się ciepło.
   - Ty wyzyskiwaczu!
Posłusznie zszedłem na dół do kuchni. Cały czas miałem na twarzy uśmiech. Poczułem się lepiej, a wystarczyło powiedzieć tylko jedno słowo - przepraszam. Zniecierpliwiony czekałem, aż mikrofala zagrzeje mleko. Nasypałem kakaa i złapałem paczkę ciastek pędząc na górę. 
   - Proszę! - postawiłem rzeczy na szafce obok łóżka czarnowłosego. 
   - Co masz taki zaciesz? 
   - A co nie mogę? - w odpowiedzi tylko się uśmiechnął. - Idę się wykąpać. 
   - Dopfra - wymamrotał pałaszując ciastka.
Po 20 minutach wróciłem do pokoju odświeżony.
   - Dama... - urwałem widząc, że zasnął.
Pokręciłem tylko głową. Normalnie jak małe dziecko ;). Zdjąłem mu buty i przykryłem. 
Złapałem laptopa na kolana i wpisałem w wyszukiwarce - przyczyny depresji. Wybrałem te podstawowe i  zacząłem czytać:

  • negatywny sposób myślenia
  • przyjmowanie winy za nieszczęśliwe sytuacje
  • przekonanie, że nic mnie dobrego nie spotka
  • wspominanie raczej złych wydarzeń niż szczęśliwych
  • samowzmacnianie się depresji
  • zniekształcenie depresyjne pamięci, wspomnień
  • uległy wzorzec zachowania
  • przeżywanie uczucia skrępowania, lęku i wycofywanie się raczej niż podejmowanie wyzwań
  • odkładanie problemów, nie podejmowanie prób rozwiązania ich
  • błędne koła zachowań i myślenia depresyjnego
  • błędy wychowawcze
  • kłótnie, konflikty w domu
  • kary cielesne jako metoda wychowania dziecka
  • otwarte faworyzowanie rodzeństwa
  • stawianie wygórowanych wymagań przez rodziców względem dziecka
  •  molestowanie seksualne – tzw. zły dotyk
Zadałem sobie pytanie. Czy w dzieciństwie Damage coś się działo? Prawie nic o nim nie wiem, ale od razu przy czytaniu punktu " stawianie wygórowanych wymagań przez rodziców względem dziecka" pomyślałem o jego rodzeństwie. Każdy odniósł jakiś sukces. Albo słowa Damage, że matka wyrzuciła Soonkyu z domu, bo ta nie chciała być pianistką. Muszę poznać go bardziej, w końcu mieszkamy razem.
   - O Jezu. Już 21:30, idę spać..
Wyłączyłem laptopa i odstawiłem go na biurku. Przechodząc obok łóżka Aniołka zatrzymałem się na chwilę. Padłe mi chyba na mózg! Nazwałem go aniołkiem. Oj, coraz gorzej ze mną...
Poczułem jakiś dziwny impuls. Sprawdziłem czy śpi. Pochyliłem się i delikatnie go pocałowałem. Nie mogłem się opanować. Jak oparzony oderwałem się od jego ust. Co mi odbija?! A jakby się obudził?! Co ja bym mu powiedział?!
" No wiesz Damage wtedy potraktowałem cię jak szmatę, ale ty mi wspaniałomyślnie wybaczyłeś więc postanowiłem znowu wszystko spieprzyć..."
Pogłaskałem go po policzku i wróciłem do swojego łóżka. Muszę się umówić z jakąś laską, bo coś złego się ze mną dzieje. Pójdę na randkę z ładną dziewczyną  będzie normalnie, a nie coś mi odwala i zaczynam się rzucać na chłopaków...

wtorek, 25 czerwca 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 6

Z perspektywy Damage:
Przebudziłem się słysząc dźwięk nowej wiadomości. Wymacałem telefon z pod poduszki i zerknąłem na ekran. 
   - Nie znam tego numeru - mruknąłem. 


Hej Malutki. Co powiesz na wspólny obiad dzisiaj po południu?? Możesz zabrać tych dwóch z którymi byłeś w klubie. Mam nadzieję, że nie jesteś zajęty ;). 
Tao

Szybko odpisałem:

Jasne. Z chęcią, tylko gdzie się spotkamy?



Przy fontannie na ulicy Zwycięzców. Może 14:00, pasuje? Ja o 13:00 kończę pracę więc się wyrobię. Musimy pogadać ;). Tyle czasu się nie widzieliśmy.



Okay. To do zobaczenia Tao ;*

Rozejrzałem się po pokoju. Erika już nie było. Poczłapałem do łazienki. Jako, że jest jest 10:30 zostało mi niewiele czasu do spotkania z Tao. Wziąłem prysznic i wyjąłem z szafy czarne rurki i błękitną bluzeczkę. Zamiast kolczyków założyłem jasnoniebieskie soczewki. Powlokłem się do kuchni gdzie siedzieli Eriki i Erin jedzący lody.
   - Hej - powiedziałem idąc do lodówki.
   - Witaj Śpiąca Królewno - przywitał się blondyn, a jego siostra skinęła mi głową. - Chcesz lodów?
   - Nie dzięki. Macie plany na dzisiaj?
   - Nie - fuknęła Erin wychodząc z kuchni.
   - Co jej się stało? 
   - Pokłóciła się z Paulem. A dlaczego pytasz?
   - Bo zaprosił mnie na obiad Tao.
   - Ten z klubu?
   - Taak i mówi, że możesz przyjść ze mną. Co ty na to?
   - Jasne.  

Obejrzeliśmy film i o 13:20 wyszliśmy z domu. Przy fontannie już czekał na nas Tao.

Tao 

Od razu mnie przytulił i przywitał się z Erikiem. Postanowiliśmy zjeść w niewielkiej restauracji z dobrym menu. Chłopcy( a szczególnie Erik) patrzyli na siebie wilkiem. 
   - Jest duży ruch i kelnerka nie wyrabia się z zamówieniami. Sam przyniosę napoje, ok? Zaschło mi w gardle.
Nie czekając na ich odpowiedź wstałem. Wracałem z 3 colami przepychając się po zatłoczonym lokalu. Pech chciał, że potknąłem się przy jednym z nich i całą zawartość szklanek wylałem na spodnie poważnie wyglądającego faceta.
   - O Boże przepraszam. Ja nie chciałem...przepraszam.
   - Gdzie ty masz oczy idioto!? I co ja z tym zrobię?!
   - Ja zwrócę pieniądze za pralnie.
   - I myślisz, że to wystarczy?!
Kiedy się denerwuje mój angielski jest jeszcze gorszy. Nie wiedziałem  co robić, ale na szczęście podszedł Erik.
   - Powiedział, że zwrócimy koszty. Coś panu nie pasuje? - rzucił kilka banknotów na stół tego narwańca i pociągnął mnie za rękę w stronę drzwi wyjściowych przy których czekał czarnowłosy dławiący się ze śmiechu.
   - Z czego się śmiejesz?
   - Z ciebie. Kelnerką to ty nie zostaniesz.
   - Och. Jak możesz? Łamiesz mi serce. Miałem nadzieję, że jak nie wyjdzie mi z tańcem to zostanę kelnerką - zrobiłem smutną minę, a oni obydwaj się zaśmiali. 
Zdałem sobie sprawę z tego, że Erik dalej trzyma mnie za rękę. Zauważył mój wzrok  na naszych złączonych dłoniach i od razu mnie puścił. 
   - Dzięki za pomoc Erik - uśmiechnąłem się do niego.

   - To zjemy coś u mnie. Mieszkam  z kolegą, ale pewnie go nie ma. 
Po kilku minutach byliśmy w jego mieszkaniu. Położyłem się na kanapie, Erik usiadł na podłodze, a Tao zniknął w kuchni.
   - Zrobię spaghetti, bo mistrzem świata w gotowaniu to ja nie jestem.
   - Mogę ci pomóc jak chcesz. 
   - Nie, jesteście moimi gośćmi.
Po krótkim czasie wrócił do nas. Zjedliśmy rozmawiając głównie o czasie kiedy się nie widzieliśmy. Próbowałem wciągnąć Erika w rozmowę, ale  zakończyło  się to fiaskiem. Po skończeniu posiłku znowu się położyłem. Wypiliśmy kilka piw, grała muzyka i ogólnie zaczynaliśmy się dobrze bawić.
Tao podszedł do kanapy i położył się na mnie w dość dwuznacznej pozycji.
   - Złaź. Ciężki jesteś.
   - Myślałem, że pasuje ci taka pozycja -zachichotał, a ja oblałem się rumieńcem jak jakaś dziewica... Zaraz, zaraz ja jestem dziewicą... 
Zamruczał mi do ucha i lekko je polizał. Burak na mojej twarzy przybrał jaszcze intensywniejsze kolory. Zapomniałem, że nie jesteśmy sami.
   - Tao przestań...
   - Tak naprawdę nie chcesz żebym przestał - polizał mnie po szyi, po moim ciele przebiegł dreszcz.
   - Um.... Złaź. Kurwa! Erik tu jest! - Zajrzałem przez ramie starszego. Po blondynie nie było śladu. 
   - Widzisz nie ma go. Możemy kontynuować - zawisł nade mną patrząc w moje ( obecnie :D ) niebieskie oczy.
Złożył na moich ustach brutalny pocałunek. Nie byłem tak pijany żeby przespać się z nim na kanapie w tym małym mieszkanku. Chcę, żeby ten pierwszy raz był z osobą którą będę kochał. Odepchnąłem go. 
Wybiegłem z jego mieszkania. Na klatce schodowej stał Erik,  co zdziwiło mnie bardzo. 
   - Dlaczego przerwaliście. Właśnie powinniście się pieprzyć...
   - Erik! -przerwałem mu. - Przestań. To nie moja wina, że Tao to zrobił. Po prostu za dużo wypił... a poza tym co cię to obchodzi?! 
   - Może nie chcę patrzeć jak jakiś facet cię obmacuje!
Krzyczeliśmy tak, że starsza sąsiadka Tao zaglądała przez szparę w drzwiach, aby sprawdzić co się dzieje.
   - Bo? Nic ci do tego!
 Byłem w szoku. Pocałował mnie! Ale ten pocałunek był delikatny i nie nachalny. 
   - Pedalstwo się szerzy - warknęła na nas jakaś stara kobieta wchodząca po schodach.
Erik ukłonił się grzecznie, złapał mnie za rękę i zbiegliśmy po schodach. Nie mogliśmy przestać się śmiać. Było po 18, ale zrobiło się już ciemno. Zaczęło grzmieć i padać. Biegliśmy do domu trzymając się za ręce. To wszystko jest pokręcone. Dopiero co poznałem Erika, a on mnie całuje. do tego ta dziwna scena z Tao. Przyjaźniliśmy się od dawna i nigdy nic takiego nie robił. Za dużo wypił - tłumaczyłem sobie.

Kiedy byliśmy już w pokoju zrzuciliśmy z siebie mokre ubrania. Założyłem piżamę, Erik poszedł zrobić mi gorące kakao. Słyszałem z dołu jakąś kłótnie. Po chwili w drzwiach stanął mój Erik ( jak to dziwnie brzmi ). 
   - Co się stało?
   - Matka przyczepiła się, że piłem. Proszę - podał mi kubek i okrył kocem. -  Przykryj się. Przeziębimy się jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego. 
Spaliśmy na jednym łóżku przytuleni do siebie. Rano po przebudzeniu byłem sam w łóżku. Po 5 minutach z łazienki wyszedł blondyn. Był wyraźnie w złym humorze.
   - Erik co się stało?
   - Zapomnij - warknął.
   - Słucham? - nie zrozumiałem o co mu chodzi.
   - Zapomnij o tym co się stało wczoraj - powiedział chłodnym głosem. - Nic do ciebie nie czuję, a poza tym prawie cię nie znam. 
   - Ale, Erik... - byłem zaskoczony i strasznie skołowany.
   - To był błąd, rozumiesz? Nic dla mnie nie znaczysz. Dociera?! - warknął.
Po policzku spłynęła mi łza. Odwróciłem się. Nie chciałem aby widział, że ten wczorajszy pocałunek miał dla mnie znaczenie. 
Nie rozmawialiśmy ze sobą. Siedzieliśmy na swoich łóżkach. On z laptopem, a ja z książką. Ktoś zapukał do drzwi.
   - Hej - przywitał się Tao. Tego to bym się nie spodziewał.
   - Cześć - odpowiedziałem tylko ja. - Co tu robisz?
   - Przyszedłem przeprosić. Soonkyu powiedziała mi gdzie mieszkacie. Mam prezent na przeprosiny. Zamknij oczy, a ja zaraz wracam.
Zrobiłem tak jak powiedział. 
   - Już - uchyliłem powieki.
   - Jaki on śliczny! - krzyknąłem.
Na podłodze przede mną stał śliczny piesek.
   

   - Nazywa się Bom. Podoba ci się?
   - Jest cudowny! Dziękuję Tao.
   - Damage ja naprawdę przepraszam. Muszę iść do pracy. Zadzwonię później,ok?
   - Przeprosiny przyjęte - uśmiechnąłem się do niego. Tak naprawdę nic się przecież nie stało. 
Czarnowłosy wyszedł, a ja porwałem pieska w ramiona od razu go całując.
   - Witaj Bom.
Położyłem go na swoich kolanach. Był rozkoszny łasząc się łebkiem do mojej dłoni.
   - Zobaczymy co na tego pchlarza powie matka - fuknął Erik zostawiając mnie w pokoju z Bom.
   - On nie jest pchlarzem, idioto! 

niedziela, 23 czerwca 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 5

Ten rozdział praktycznie nie wnosi nic do opowiadania...no nie miałam pomysłu.

Siedzieliśmy w taksówce jadąc do mojej szkoły. Dosłownie umierałem. Termometr wskazywał + 37 stopni. Jak idiota gapiłem się na Damage. Że mu nie jest gorąco?! Założył spodnie i bluzkę na długi rękaw, siedział z policzkiem przyklejonym do szyby.
   - Boli mnie głowa - jęknął.
   - Jak wrócimy dam ci jakieś proszki. Napij się.
Przyjął ode mnie butelkę wody, ale jego spojrzenie było dziwne. 
   - Co?
   - Jesteś dziwny.
   - Fajnie wiedzieć, a niby czemu?
   - Najpierw kiedy przyjechałem to mnie ignorowałeś, później poszliśmy z Paulem na imprezę i teraz od rana jesteś miły, no nie licząc tych tortur... Dziwny z ciebie człowiek, Humory jak kobieta w ciąży.
   - Bo w domu znowu powtórzę tortury. Jak ty się odzywasz do hyunga??
Kierowca spojrzał się w lusterko "dyskretnie" nas obserwując.
   - Byłem zły bo dopiero wieczorem dzień przed twoim przylotem dowiedziałem się, że z nami zamieszkasz. To dosyć istotne i na moim miejscu też byś był wkurzony.
   - Ach no nie wiedziałem. 
Prze chwilę siedzieliśmy w ciszy. Damage obserwował mijane budynki.
   - Aigoo! Zapomniałem o Junsu.
   - Kto to Junsu?
   - Mój przyjaciel. Też przyjechał na wymianę. pewnie się martwi, napiszę do niego.

Opowiadałem Damage o szkole i nauczycielach. Na wieść o sali tanecznej  jego oczy rozświetliła radość. dowiedziałem się, że jest tancerzem, Soonkyu modelką,  brat DongKyo jest początkującym aktorem, siostra Eunji zadebiutowała niedawno w jednym z Koreańskich zespołów, a ich najstarsza siostra E-eum jest znaną i cenioną wiolonczelistką. Jednym słowem wspaniała rodzinka, ale podobno za sobą nie przepadają. Chłopak chwalił ich talenty i umiejętności, ale przeklinał charaktery. Damage śmiał się że przynajmniej każdy z jego rodzeństwa wybrał inną pasję i nie wchodzą sobie w drogę. 

Odebraliśmy mundurek i znowu musieliśmy jechać ponad godzinę zatłoczonymi ulicami.

W domu zmęczony rzuciłem się na łóżko Damage ( na moim wala się zbyt wiele rzeczy). Położyłem głowę na jednej z poduszek i obserwowałem krzątającego się Koreańczyka. 
   - Ile ważysz- wypaliłem nagle.
   - A co? - zaśmiał się. - 50 kilogramów.
   - Jezu wiatr cię połamie... A! Chcesz coś na ból głowy to tabletki są na biurku.
   - Łatwo powiedzieć, trudniej znaleźć. Ale ty masz syf.
Popowieszał moje ubrania do szafy i zaczął ogarniać cały ten bajzel. 
   - Mogę włączyć muzykę?
   - Jasne, a czego słuchasz? 
   - K-popu, Koreańskiego popu - uściślił.
   -  Nie słuchałem nigdy takiej muzyki. Może opowiesz mi o swoim rodzeństwie??
   - No okay. Soonkyu już znasz. Mama wyrzuciła ją z domu kiedy miała 14 lat. Rodzice chcieli żeby została pianistką,a nie modelką. Kiedy szła na pierwsza sesję zdjęciową, ubrana była w króciutką sukienkę i szpilki, mama powiedziała, że wygląda jak prostytutka i jeżeli wyjdzie tak z domu może już nie wracać. Na szczęście Soo odniosła sukces i przeniosła się do Stanów. Tylko z nią dobrze się dogaduje.
   - Tak Soonkyu była miła kiedy nas odwiedziła, ale w ogóle nie jesteście podobni - wtrąciłem się.
   - DongKyo to mój brat bliźniak, ale jesteśmy podobni tylko z wyglądu. Na  razie grał w kilku dramach. Eunji zadebiutowała w zespole Global Icon. Wydały już debiutancką piosenkę. Chcesz posłuchać?
   - Jasne.
  Damage przyniósł laptopa i usiadł koło mnie.
   - Ich piosenka - Beatles. Eunji to ta dziewczyna która śpiewa w czerwonej czapce, brunetka - muszę stwierdzić, ze ładna.

             

 Global Icon - Beatles

   - Najstarsza jest E-eum. Na początku odnosiła sukcesy w muzyce klasycznej, ale teraz z 2 innymi dziewczynami stworzyła zespół. Coś jakby pomieszanie muzyki klasycznej i popu. E-eum  gra na wiolonczeli elektrycznej. Nazywają się Odd Eye.
E-eum w środku 

Odd Eye -   Catch Me If You Can


   - To chyba taka choroba, nie?
  - O zapamiętałeś  coś z lekcji. Tak, to stan chorobowy  w którym człowiek lub zwierzę ma dwa różne kolory oczu z powodu różnic w poziomach melaniny. 
   - Przerażasz mnie. Za dużo wiesz. A ty jakie masz sukcesy na koncie? 
   - Na razie niewiele. Wystąpiłem jako statysta w tanecznej reklamie.
   - Czemu ty masz takie śliczne siostry??
   - Bo ja jestem śliczny - zaczął się śmiać. - Masz mojego laptopa, rób co chcesz ja muszę rozprostować kości. 

Wstał i zaczął wyginać się na podłodze. Ja zająłem się muzyką i Azjatyckimi teledyskami. Nawet, nawet. Szczególnie spodobała mi się piosenka Ring Ding Dong zespołu SHINee.  Chciałem zapytać jak nazywają się członkowie tego zespołu. Podniosłem głowę znad ekranu i spojrzałem w stroęe mojego współlokatora.
   - Boże!Dzwońcie po egzorcystę! Natychmiast!!! - zacząłem się drzeć. 
Damage dosłownie złożył się w pół. Stał a tył jego głowy dotykał łydek.
   - Tak wiem, że jesteś nienormalny, ale po co ci egzorcysta?
   - Nie mi. Tobie. Jak ty się potrafisz tak wygiąć?! Wyglądałeś jakby po tobie przejechała ciężarówka, albo coś...
   - Nie panikuj Erik. Ćwiczę balet od 3 roku życia i potrafię wiele. 
Zrobił mi mały pokaz swoich umiejętności. Naprawdę wiele potrafi. 

sobota, 15 czerwca 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 4

W końcu napisałam 4 rozdział. Krótko bo naprawdę nie mam czasu. Zapraszam do czytania.

Ten rozdział ze specjalną dedykacją dla Ridei.

Z perspektywy Erika:

Obudziłem się z wyschniętym gardłem. Poczułem coś ciepłego na szyi. Zaspanymi jeszcze oczami spojrzałem na czarną czuprynę leżącą na mojej klatce piersiowej.

Czemu on śpi ze mną?! Nie pamiętam nic prócz tego, że po imprezie wróciliśmy do domu na piechotę, bo zgubiłem portfel i nie mieliśmy kasy na taksówkę.
Niewiele myśląc zrzuciłem Koreańczyka z łóżka. Zdezorientowany i wyrwany ze snu Damage krzyknął. Podniósł się z podłogi i usiadł na skraju mojego łóżka. Miał potargane włosy, a z wargi leciała mu krew.
   - Co ci odwaliło?! - spojrzał na mnie z wyrzutem.
   - Mi?! Co robiłeś w moim łóżku?!
   - Masz sklerozę? Sam kazałeś mi ze sobą spać - rękaw piżamy przytknął do krwawiących ust.
   - Cyba cię coś w łeb jebnęło.
   - Tak geniuszu ty. Dopiero walnąłeś mną o podłogę. Już nie pamiętasz co gadałeś w nocy? Obudziłeś mnie i jęczałeś, ze ci zimno i nie możesz spać to położyłem się z tobą, młocie.
   - Młocie? Ja ci dam młota. 

Walnąłem go poduszką. Nie spodziewał się tego i znowu wylądował na podłodze. Warknął pod nosem i stanął w pozycji bojowej łapiąc zieloną poduszkę.
   - O nie! Ta zniewaga krwi wymaga! To oznacza wojnę!!! 
Nie pozostałem mu dłużny i zaczęliśmy się tłuc. Ja nawet nie patrzyłem gdzie uderzam poduszką. Biegałem za nim po moim (naszym) pokoju. Nie mogłem go złapać. Damage cały czas chichotał jak dziecko bawiące się w berka, którego nie mogą złapać rodzice. 
Potknął się i wpadł na łóżko. Od razu to wykorzystałem. Wskoczyłem i usiadłem mu na biodrach. 
   - Kto się teraz będzie śmiał??
   - Puszczaj mnie! Wygrałem.

Połaskotałem go. Nie byłem pewny czy ma łaskotki, ale zadziałało. Damage zaczął się kręcić i śmiać. Maltretowałem go już kilka minut. Brakło mu tchu więc dobrodusznie przestałem. 
   - I kto wygrał?
   - Jaa - wydusił łapiąc powietrze.
   - No więc jeszcze trochę - i znowu zacząłem swoje tortury.
   - Hyung p-przestań, proszęę.
   - Hyung?? - zainteresowałem się nieznanym słowem.
   - Tak mówi się w Korei. Tego słowa używa chłopak do starszego kolegi lub brata - zaczął wyjaśniać. Byłem pewien, że chce mnie zagadać.
   - Ale ja nie przestanę.
   - Przez łaskotanie można kogoś zabić - oświadczył grobowym głosem. 
Oparłem się dłońmi o jego biodra. Poczułem pod dłonią coć twardego. Podwinąłem mu koszulkę.
   - Ej! Co ty robisz?!
   - Masz kolczyki. 
   - No wow. 
Dotknąłem trzech czarnych kolczyków w biodrze ( jeśli ktoś nie wie jak wygląda kolczyk w biodrze --> klik). Miał też czarną kuleczkę w pępku i co zdziwiło mnie najbardziej tatuaż. Czarne gwiazdki rozsypane na całej klatce piersiowej i idące dróżką aż do pępka coraz bardziej się zmniejszając. 
   - Kiedy zrobiłeś tatuaż??
Zamyślił się.
   - Tatuaż i te 3 kolczyki  na 14 urodziny, kolczyk w wardze jak miałem 13, w języku i brwi dopiero kilka miesięcy temu. A ty masz kolczyk w nosie, kiedy robiłeś?
   - Rok temu. Rodzice pozwolili w wieku 14 lat tatuaż?
   - Nic nie wiedzieli i nie wiedzą. Już możesz  ze mnie zejść. 

Otworzyły się drzwi i do pokoju weszła Erin.
   - Puka się!
   - Nie chcę wam przeszkadzać,  - zaśmiała się - ale musicie jechać po mundurek dla Damage. Mama już wyszła, a ja idę z Paulem do kina i na zakupy.  
   - Nie mamy wyboru. Ubieraj się Damage, dojazd do szkoły zajmie nam przynajmniej godzinę.



Nie miałam pomysłu na ten rozdział więc jest cokolwiek, ale przynajmniej coś :). 

niedziela, 9 czerwca 2013

Hej :)

Rozdział czwarty pojawi się już nie długo. Na razie nie mam zbyt wiele czasu.
Pozdrawiam Yoona ♥ 

piątek, 31 maja 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 3

  Z punktu widzenia Damage:
   - Hej! Wstawaj!
Poczułem, że ktoś mną potrząsa. Niechętnie uchyliłem powieki. Byłem w taksówce z tym blondynem.  Wygramoliłem się z samochodu, a kierowca podał mi moje bagaże ( dużo tego, a nawet nie zabrałem z Korei połowy swoich ubrań).  Zaspanym wzrokiem patrzyłem na duży dom z ogrodem.

 - Chodź – Erik lekko pchnął mnie do przodu.
W salonie siedziała piękna kobieta ubrana w czarną sukienkę przed kolano. Długie blond włosy zaczesane miała  w elegancki kok.
   - Dzień dobry – powiedziałem cicho.
   - Witaj Damage. Nazywam się Narcyza, mojego syna Erika już poznałeś – kiwnąłem głową. – Erin! Chodź tutaj!  
Po schodach zeszła młoda blondynka z niebieskimi oczami. Wyglądała na lekko znudzoną. Jej oczy rozświetliły się kiedy nas zobaczyła.
   - Siemka.
   - Hej.
   - Napijesz się czegoś Damage?
   - Poproszę sok - Erin skierowała się do kuchni po napój.
Usiedliśmy wszyscy w salonie. Patrzyłem na nich sącząc sok pomarańczowy. Narcyza zaczęła rozmowę.
   - Załatwiliśmy już sprawę dokumentów. Będziesz chodził do klasy z Erikiem. Szkoła nazywa się „ Tong High School” i obowiązują w niej mundurki, odbierzecie je jutro. Pokój będziesz miał z Erikiem, lepiej się poznacie. Chciałbyś o coś zapytać?
   - Tak. Czy w domu obowiązują jakieś szczególne zasady.
   - Chętnie bym je wprowadziła, – jej dzieci przewróciły oczami – ale Erin i Erik  nie są za tym.
    - Ja uważam, że dyscyplina jest potrzebna.
    - W końcu będę miała normalne dziecko w domu – uśmiechnęła się do mnie.
    - Proszę pani? Mam prośbę. Moja siostra mieszka tutaj i chciałaby mnie odwiedzić, nie widzieliśmy się 2 lata. Nie miałaby pani nic przeciwko?
    - Oczywiście, że nie. Może zaprosisz ją dziś na obiad?
    - Zapytam się jej czy nie pracuje po południu.
    - Ile ona ma lat?
    - 16, ale nie jesteśmy bliźniakami. Soonkyu jest moją  przyrodnią siostrą.
- Z kim mieszka?
Zaczęło mnie denerwować to jej przesłuchanie, nie lubię kiedy ktoś się mnir wypytuje. 
   - Z naszym wujkiem. – A co miałem powiedzieć, że Soonkyu mieszka u swojego szefa?!

Wysłałem siostrze wiadomość z adresem i zaproszeniem na obiad.
Rozpakowywałem się kiedy zadzwoniła, że dzisiaj ma wolne.
Nie było tak źle w „moim nowym domu”. Erin była jakby cały czas nieobecna, Erik traktował mnie jak powietrze, ale panią Narcyzę polubiłem. 
Po rozpakowaniu większości rzeczy zrobiłem sobie przerwę. Trochę obawiałem się spotkania z Soonkyu. Niby pisaliśmy i dzwoniliśmy do siebie, ale to jednak 2 lata bez spotkania, wyjechała do Stanów nie znając języka. Podziwiam ją jest odważna. Ja niby znam angielski, ale kiedy mówię często przekręcam słowa :).
Pomagałem pani domu przy obiedzie ( zdziwiło mnie, że gotuje sama). To naprawdę świetna kobieta, zna się chyba na wszystkim. Kiedy dowiedziała się, że jestem wegetarianinem oznajmiła, że to nie problem. Dużo rozmawialiśmy podczas przyrządzania posiłku. Nakrywałem do stołu kiedy ktoś zapukał do drzwi. 
Erik z ociąganiem wstał z fotela i otworzył. Miał dziwną minę widząc Soo. Wyglądała inaczej( chyba zrobiła operacje podbródka). Swoje dłubie brązowe włosy miała idealnie wyprostowane, a ubrana nie była za bardzo jak na obiad z opiekunami brata. Cała Soonkyu...

   - Hej! Nazywam się Soo, jestem siostrą Damage.
   - Miło mi. Wejdź - zachciało mi się śmiać na widok Erika pożerającego brunetkę wzrokiem. 
Pisnęła na mój widok i nie zważając na swoje drogie buty na obcasie podbiegła do mnie. Myślałem, że mnie udusi.
   - Damage jak ja za tobą tęskniłam!
   - Ślicznie wyglądasz, ale chyba coś cobie poprawiłaś??
   - Cśśśś - demonstracyjnie przyłożyła palec do ust i teatralnym szeptem odezwała się do mnie. - Nikt nie musi o tym wiedzieć.

Soonkyu była duszą towarzystwa. Rozmawiała z panią Narcyzą, nawijała o modzie z Erin i co dziwne, znalazła wspólny język z Erikiem.
Wiedziałem, że kiedy Narcyza ją zobaczyła, była nastawiona bardzo sceptycznie.
Nie zdążyłem nacieszyć się siostrą, a już musiała iść. Powiedziała, że mam pozdrowienia od jej współpracowników, ( znam ich jeszcze z Korei :D )  i że zapraszają mnie. 
O 16 wyciągnąłem z torby laptopa i po włączeniu zacząłem się śmiać. Erik siedzący na drugim łóżku spojrzał na mnie jak na psychopatę. Junsu, nawet nie wiem kiedy zmienił mi tapetę i teraz na pulpicie miałem stado wściekłych pokemonów. Włączyłem gg i napisałem do Toshiro. Wiem, że jest w pracy, ale się za nim stęskniłem. Poprosiłem, aby odezwał się do mnie jeśli nie będzie zmęczony. Zabawne, ale nigdy go nie spotkałem. Ma 27 lat, pracuje i mieszka w Japonii. 
Och! Co ja mam robić? Umrę z nudów.
   - Erik?
   - Hmm?
   - Nie już nic.
Raczej nie będzie chciał zostać moim przewodnikiem i nie pokaże mi miasta...
   - Damage? A może chciałbyś wyjść gdzieś ze mną i moim kumplem??
   - Co? - myślałem, że się przesłyszałem.
   - Chcesz z nami wyjść. Idziemy na miasto, a potem do jakiegoś klubu. co ty na to?

Zdziwiłem się i to bardzo.

   - Jasne, ale muszę się przebrać i w ogóle.
   - Starczy ci godzina?
   - No postaram się wyrobić.
   - Dobra to ja piszę do Paula.

Szybki prysznic, makijaż, obcisłe ubranie i jestem  gotowy. Ach! Zapomniałem o kolczykach. Skoro wychodzimy później na imprezę to mogę je założyć. Czarne błyskotki w wardze, brwi i języku. Poprawiłem jeszcze włosy i wyszedłem z łazienki. chyba zrobiłem wrażenie na blondynie :).
Jego znajomy był miły i cały czas ze mną żartował. Zjedliśmy pizze i pokazali mi trochę miasta, a o 19 ruszyliśmy do dzielnicy w której podobno były najlepsze kluby.
Z ciekawością się rozglądałem. Było kilka koreańskich szyldów. 
   - Idziemy tutaj - Paul wskazał klub o nazwie THE DARK WORLD. 
Staliśmy w kolejce do wejścia. Poczułem jak czyjeś ramiona oplatają mnie od tyłu w pasie. Zaskoczony pisnąłem. Moi towarzysze spojrzeli się na chłopaka przytulającego się do moich pleców.
   - Czego ty chcesz zboczeńcu?! - warknął Paul.
Odwróciłem się.
   - Damage poznam cię wszędzie.
   - Tao? - spytałem niepewnie.
   - Tak skarbie. Ze 3 lata się nie widzieliśmy. Co tu robisz?
   - Mieszkam od dzisiaj. Przyleciałem rano. 
   - Wyrosłeś mój piękny. Gdy cię widzę, podniecam się jak dostawa nowych mang do empika, a to już poważna sprawa... - zaczął się śmiać, a ja walnąłem go lekko w ramie. 
   - Nadal jesteś tak samo głupi...
   - Obowiązki wzywają, ale musimy się jeszcze kiedyś spotkać. Wezmę twój numer od Soonkyu, czekaj na SMS'a  - przytulił mnie, a odchodząc puścił oczko.

   - Kto to jest? Jakiś dziwny.
   - Powiedzmy, że dawny znajomy. Jak miałem 12 lat to mieszkałem z nim przez miesiąc. Mam nadzieję, że nie spotkam już nikogo znajomego...
   - Wchodzimy już. Damage, a gdzie byli twoi rodzice, że mieszkałeś z tym facetem?
   - Oj Erik to nie rozmowa na dziś. Idziemy się pobawić - uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę baru.

wtorek, 28 maja 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 2

Rozdział nie najlepszy, ale dedykuję go mojej najlepszej przyjaciółce. Dla Sunny. 



Noc spędziłem u Paula. Czasami zastanawiam się jak wytrzymuję z takim Dzieckiem Słońca. Jestem pewien, że ma nierówno pod sufitem, ale kto normalny przyjaźnił by się ze mną. Kiedy powiedziałem mu, że rodzice postawili mnie przed faktem dokonanym i że wprowadzi się do mnie jakiś obcokrajowiec miał niezły ubaw.

   - Mówię ci, to na pewno będzie pryszczaty okularnik. 

   - Nie obchodzi mnie jego wygląd...
   - Chociaż mogłaby być to jakaś fajna laska. Pomarzyć można. Zbieraj się już 14 idziemy do ciebie.

Niechętnie zebrałem swoje cztery litery z podłogi i zacząłem się ubierać. Nie chciało mi się wracać do domu. Mieszkanie Paula jest malutkie, ( tylko 2 pokoje) ale to właśnie tu czuję się najlepiej. Kiedy pokłócę się ze starymi, albo mi się nudzi przychodzę do niego. I wychodzi na to, że jestem częstym gościem. 

W domu była Erin odsypiająca zapewne wczorajszą imprezę. Dziecko Słońca bezceremonialnie grzebało mi w lodówce gadając coś o najnowszym filmie puszczanym w kinach.
    - Zrób mi kanapkę - poprosiłem siadając przy stole na którym znalazłem kartkę pisaną zgrabnym pismem.
   - Z czym chcesz?
   - Obojętnie. 

Z informacji zostawionej przez matkę wynikało, że ojciec już wyjechał, a ona jest w pracy. Chłopak, który ma przyjechać nazywa się Damage i przyleci o 10:00. Zostawiła mi też do niego numer. Bla, bla, bla...

Po zjedzeniu kanapek, zrobiłem popcorn i poszliśmy obejrzeć jakiś film. Chciałem miło spędzić czas z kumplem, ale oczywiście Erin jest ważniejsza. Rozumiem są parą, ale istnieją pewne granice.  Zaczęli wymieniać ślinę więc ja cichaczem udałem się do swojego pokoju. Obejrzałem kilka filmów i trochę się zdrzemnąłem. O dziewiętnastej wróciła matka. Oczywiście obowiązkowo musieliśmy porozmawiać przy wspólnej kolacji. Bo przecież jesteśmy cholernie szczęśliwą rodzinką. 


***następny dzień***

Ze snu wyrwał mnie drażniący dźwięk budzika. Zaspany ruszyłem do szafy,( Na Boga jest 8 rano w wakacje, a ja na nogach!). Wyjąłem z niej  jasne jeansy i szarą koszulkę z jakimiś durnymi napisami. Po półgodzinnym prysznicu, 2 fajkach i mojej ulubionej piosence było ze mną lepiej, ale nadal czuję się jak żywy trup. Rozdrażniony zszedłem do kuchni po jakie takiej śniadanie. Miałem się już zbierać po Damege, zadzwoniła matka. 
   - Halo?
   ~Jesteś już na lotnisku?
   - Nie jeszcze nie. Mam pół godziny.
   ~Znajdziesz go?
   - Tak, po przylocie samolotu zadzwonię do niego. 
   ~Muszę kończyć. Pa synku.

O tego chłopaka matka martwiła się bardziej niż o mnie... Zadzwoniłem po taksówkę i pojechałem na lotnisko.


*** w samolocie***

   - Damage? Boisz się? - zagadnął cichutko niski blondyn.
   - Czego mam się bać Junsu? -  zapytał chłopak z czarnymi włosami do ramion.
   - No wiesz. Nowe miejsce, obcy ludzie, inny kraj...
   - Nie, będzie co ma być. Przynajmniej się znamy i zamieszkamy niedaleko siebie no i będziemy w jednej klasie. Za tydzień już szkoła -  westchnął.
 Usłyszeli głos stewardessy. Lądowali. Damage i Junsu byli wykończeni.
    - Kto cię odbiera? 
    - Niby cała rodzinka...a ciebie?
    - Pani Narcyza dzwoniła do mnie, że będzie w pracy i po mnie przyjedzie jej syn. Chyba nazywa się Erik. 
 Po wylądowaniu chłopcy wyszli z samolotu razem z innymi pasażerami. Odebrali bagaże i ruszyli w poszukiwaniu swoich nowych "rodzin". Po przylocie musieli założyć identyfikatory z imieniem.  Junsu już po kilku minutach został zauważony przez swoich nowych znajomych. 
Damage rozglądał się za owym Erikiem. Narcyza opisała mu mnie więcej jego wygląd. Zrezygnowany Koreańczyk ruszył w kierunku kawiarni. Zamówił cappuccino i czekał.

Z perspektywy Erika:

   - Kurwa! Spóźniłem się! 
Jak najszybciej wybrałem numer do chłopaka. Po długiej chwili usłyszałem zmęczony głos.
   - Słucham??
   - Damage? Nazywam się Erik i ...
   - Wiem kim jesteś - przerwał mi. Ma zabawny akcent i trochę przekręca słowa.
    - Przyleciałeś już? Gdzie jesteś?
    - W kawiarni Touched by an Angel - rozłączył się.
Matka mnie zabije, że musiał czekać. Znalazłem kawiarnię i wchodząc rozglądałem się za Damage. Było kilku Azjatów, przecież nie będę podchodził do wszystkich.  Zadzwoniłem jeszcze raz. Przy jednym ze stolików rozbrzmiał telefon. Jego właściciel nawet nie raczył odebrać. Wiedziałem, że to on. Po przywitaniu się z nim, wsiedliśmy do taksówki. Zanim dojechali do domu Damage zasnął ze zmęczenia. Był inny niż go sobie wyobrażałem, ale wydawał się tak cholernie obojętny na wszystko... 
   - Hej, wstawaj! - potrząsnąłem jego ramieniem.



poniedziałek, 27 maja 2013

Przyjaciel jest jak Anioł - rozdział 1

    



   - Synku! Zejdź na dół!
Słysząc głos matki w pośpiechu zgasiłem fajkę. Spojrzałem w lustro wiszące nad umywalką. Co za szopa! Palcami starałem się doprowadzić moje przydługie blond włosy do porządku. Włosy to jedyna rzecz jaką odziedziczyłem po matce, tylko, że jest jedna różnica. Jej są prost i zawsze elegancko spięte, a moje, no cóż to porażka.
Złapałem pierwsze lepsze perfumy ( starzy są wyczuleni na dym...) i zostawiając otwarte okno zszedłem do salonu.
Na kanapie siedział ojciec z laptopem na kolanach. Nie mógł żyć bez laptopa i telefonu. Pasowali z matką do siebie. Pracoholik i typowa bizneswoman. 
   - Co?! - niemal warknąłem.
   - Usiądź - odezwała się matka głosem wypranym z emocji. Chłodna profesjonalistka. - Mieliśmy powiedzieć ci o tym już miesiąc temu, ale wyleciało nam z głowy.
   - Będę miał braciszka??
   - Nie żartuj. Za 2 dni przyjedzie do nas chłopiec z wymiany i zostanie na rok, żeby podszkolić angielski. To będzie jego pierwszy raz w Stanach i prosiłabym cię żebyś się nim zaopiekował. Prawda, Robercie?
   - Tak, tak Narcyzo - ojciec nawet nie oderwał wzroku od urządzenia.
    - Fajnie, że w ogóle raczyliście mnie o tym poinformować! Zamieszkam z jakimś obcym bachorem i to przez rok! Mogliście się chociaż zapytać! Skąd on jest?!
   - Z Busan w Korei Południowej. Eriku, odbierzesz go z lotniska? Ojciec wyjeżdża w delegację, a ja mam służbowe spotkanie. 
Taaa, bo uwierzę, że służbowe. Matka nadal jest atrakcyjną 35 letnią kobietą.
   - Mam się zabawić w niańkę? No ok. Jutro powiesz mi o której on przylatuje i tak dalej. Wychodzę do Paula.
   - Kiedy wrócisz? - zainteresowała się matka.
   - Nie udawaj, że cię to obchodzi!
   - Eriku jak ty się do mnie odzywasz?!
   - Wrzuć na luz! Wkurzasz mnie. Wrócę rano.

W holu na nogi wciągnąłem ulubione trampki, a z kieszeni kurtki wyciągnąłem fajki. Cholernie mnie wkurzyli. Mam mieszkać z kimś obcym pod jednym dachem! Z kieszenie wyjąłem telefon i napisałem wiadomość do siostry:

Erin ja idę przekimać się u Paula. Starzy w domu. Wiedziałaś, że ma u nas mieszkać jakiś chiniec?! 

Już po chwili dostałem odpowiedź:

Ja też nie wracam na noc do domu. O co chodzi z tym chińczykiem??? Ale dobra pogadamy jutro to wszystko mi opowiesz. Nara ;*

Z powrotem schowałem komórkę i ruszyłem w stronę kamienicy najlepszego przyjaciela.