Blask porannego słońca oświetlał łagodnie biały, przytulnie urządzony pokój. Za oknami słychać było wesoły śpiew ptaków i hałas budzącego się ze snu Seulu. W tym harmonijnym obrazku nie pasowała jedna rzecz...a raczej osoba... Rzucający się na łóżku chłopak. Spocony wił się i krzyczał uwięziony w krainie sennych koszmarów. Na marne próbował się z niej wydostać. Widział to co wydarzyło się najgorszego w jego życiu. To samo śniło mu się każdej nocy.
Wakacyjna na pozór nie groźna burza rozszalała się na dobre. W czarnym sportowym samochodzie muzyka grała prawie na ful. Kierowca widocznie dobrze się bawił wyprzedzając inne samochody i popijając sobie piwo. Od czasu do czasu spoglądał na fotel pasażera. Siedział na nim właściciel smutnych oczu, który nie był w tak dobrym humorze. Młody chłopak prowadzący auto pogładził po policzku ukochanego.
- Uśmiechnij się skarbie. Nie cieszysz się z dzisiejszego wieczoru? To było udane wyjście. Zarobiliśmy.
- Hyung zwolnij, proszę... - jęknął zdesperowany młodszy.
- Nie marudź maluszku - zaśmiał się głośno i wyrzucił puszkę przez okno - Zabiorę cię niedługo gdzieś daleko. Pojedziemy do Europy! - ponownie w samochodzie rozbrzmiał jego śmiech. Znów przyspieszył - Nikt nas nie zatrzyma!
- Głupi! Zwolnij!
Zamiast odpowiedzieć straszy nie patrząc na drogę przysunął się do krzyczącego i pocałował go czule w usta.
- Kocham cię mała paskudo - ledwo skończył wypowiadać te słowa poczuli moce uderzenie.
Samochód zderzył się z innym autem wpadł w poślizg i przekoziołkował kilka razy.
Śniący teraz o tym chłopak pamiętał wypadek jak przez mgłę. Krzyki. Panika. Zderzenie. Zakrwawiona twarz umierającego ukochanego tuż obok, a później tylko ciemność. Zemdlał...
Przebudzenie jest zawsze najgorsze. Chłopak zerwał się z łóżka z krzykiem na ustach. Spanikowany rozglądał się chwilę po pomieszczeniu. Niewiele myśląc złapał za telefon wybierając numer zapisany jako "Moje Kochanie <3" Zadzwonił. Sygnał powtarzał się i powtarzał, ale nikt nie odbierał. Przyciskając telefon do swojej klatki rozpłakał się.
- Przecież on już nigdy nie odbierze głupku... - wyszeptał do siebie. Miał w głowie słowa ukochanego "Miłość jest miłością, tylko wtedy, kiedy boli" - Moja boli aż za bardzo! - krzyknął zrozpaczony.
Przeczytałam one-shot'a Twojego autorstwa i ten oto prolog, teraz pozostał mi tylko pierwszy rozdział. Jak się cieszę, mogąc przeczytać coś Twojego pióra. Zauważyłam znaczną poprawę Twojego warsztatu pisarskiego ;), jest dużo więcej opisów co mnie bardzo cieszy. Zaciekawiłaś mnie tą nową historią :), życzę powodzenia w dalszym jej pisaniu.
OdpowiedzUsuńZe swojej strony zapraszam na nowy rozdział:
http://salvator-wybawcy.blogspot.com/ :)
Ooo jak miło... Cieszę się bardzo, że słyszę takie słowa od Ciebie. Nie było mnie trochę, więc muszę nadrobić zaległości w czytaniu Twojego opowiadania :)
OdpowiedzUsuń